piątek, 6 listopada 2009

W SIECI...

W sieci możesz być kim tylko chcesz. Możesz być młodą dziewczyną. Możesz stworzyć jej rysopis, życiorys, charakter. Możesz rozkochać w "sobie" kilkunastoletniego, niczego nieświadomego, chłopaka. Możesz przewrócić mu świat do góry nogami, bo możesz jednocześnie być także chorobliwie zazdrosnym, nieobliczalnym ojczymem dziewczyny, jej bratem, agentką biura śledczego. Możesz prowadzić swoją "mroczną grę" - manipulować faktami, informacjami, zdarzeniami. Tworzyć je, moderować, kształtować według własnego widzi-mi-się, zapętlać wątki - możesz manipulować uczuciami, emocjami, ludźmi. I generować chore sytuacje, z których trudno się wyplątać...


O tym jest tekst "Mrocznej gry", nad którym teraz pracujemy, w ramach czytania nowych tekstów dramatycznych. 5 listopada zaprosiliśmy na warsztat połączony z próbą czytaną, młodzież z opolskiego liceum.


Tekst mocny, momentami nieźle zakręcony, nieprzewidywalny, wzbudza mocne reakcje. Na sali odzywają się głosy - ...u nas w Polsce to aż tak porąbanych ludzi nie ma... ...nie dochodzi do tak skrajnych przekłamań na czatach... ...to chore... ...człowiek w sieci musi być odpowiedzialny za to, co pisze i kim chce być...


To wszystko jasne, ale czy rzeczywiście jesteśmy na tyle odpowiedzialni, żeby przewidzieć wszystkie konsekwencje niewinnych z pozoru zabaw w sieci. Siedzę przed monitorem i klikam, co mi tam spłynie z głowy na klawiaturę. Po drugiej stronie ekranu siedzi drugi człowiek i ma zupełnie inne wyobrażenie tego, kim jesteśmy. A jesteśmy zupełnie kimś innym, niż w realu. Jedno kłamstwo pociąga za sobą drugie. Gdy się już znudzimy i zmęczymy kreowaniem cyber-człowieka, wystarczy się wylogować i zacząć od nowa... Znowu stać się kimś innym... I tak bez końca. 


Klasa z Opola to ludzie nie związani z teatrem. Zwyczajna fajna klasa fajnych ludzi. To, że są fajni nie ulega dyskusji. Ale co innego być fajnym w klasie, na przerwie, na szkolnej wycieczce, a co innego stanąć na sali prób i wziąć udział w teatralnym warsztacie - tu potrzeba odwagi i dystansu do siebie. Trzeba się otworzyć, pokazać z innej , często skrywanej strony, odrzucić barierę wstydu, zaufać drugiej osobie, czasem narazić się na śmieszność ( oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu ) - po prostu zrzucić maskę, wyluzować, postawić na zabawę, na poszukiwanie siebie...


Takie warsztaty są trudne, bo czuje się ten ludzki opór, niechęć przed otwarciem, odkryciem... Nic na siłę. Lepiej małymi kroczkami. Przez niezobowiązujące ćwiczenia i zabawy. Gdy człowiek się zmęczy, spoci, zapomina gdzie jest, zapomina że obserwuje innych i sam jest obserwowany. Wkręca się w teatralne sytuacje i wtedy warsztat się udaje.


Często mówimy - wyluzuj - nie napinaj się. To pomaga. Tak naprawdę w środku jesteśmy jak dzieci - spragnione czegoś innego, prostszego, nieskomplikowanego. Potrzebujemy wyjść ze skorupy. 


Czy licealistom z Opola to się udało? Starali się, a to już duży krok do przodu. Za kilka miesięcy będą pisać maturę. Jeszcze będą się napinać nie raz. Więc póki można, więcej luzu, więcej dystansu do siebie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz