poniedziałek, 23 listopada 2009

ZAWSZE MOCNO SIĘ POCIŁEM...

SPISANE MIĘDZY GARDEROBĄ A SCENĄ... 
tuż przed trzecim publicznym pokazem PRZESTRZENI SCHULZA



Zawsze mocno się pociłam. A teraz…skoncentruj się! Jesteś skoncentrowany? No to zaczynamy…
Pod koniec prób zaczęło mi się cudownie pracować, a spektakl mi się podoba. Mam nadzieję, że będziemy go grali i grali ( nie muszę nawet chodzić do szkoły, grajmy go codziennie, lubię te moje kabaretki!!! ). I róbmy następne spektakle, bo mam za dużo czasu wolnego, a uwielbiam robić spektakle.
Iza










Zawsze mocno się pociły…
Próby były mordęgą. Żenua i strach: „Co powie Karol?”. Karol pokrzykiwał, nie powiem żeby to było miłe, ale pomagało. Płacz i zgrzytanie zębami. Grać począłem dopiero po próbie świateł, kiedy poczułem ten „klimat”. I zaczęło być przyjemnie. Była premiera i było genialnie, gdyby nie spazmy tremy byłoby idealnie. Był seks, był śmiech i było Mleko…
Tomek   





Zawsze mocno się pociłem… 
Jest lekka jak jajecznica. Zawoalowany świat prób wywoływał we mnie intrygujące emocje. Mleko się wylało po ściankach kubka. Co się stało? Torebka papierowa pokryła premierę cieniem wątpliwości. Na pięć godzin kosmicznych przed spektaklem, wczorajszą próbą, kotlet się usmażył. Kołysząc się w bokach, kasztan spojrzał na mnie z widowni. Spowodowało to podejście mojego serca do łydki. Zwątpiłem w moje okulary sokolego wzroku. Włosy opadły na niekończące się schody Schulza. Mucha w cukrze katolickim powodowała dziury w mózgu. Suknie dziewcząt połyskiwały w bezdennych oczach pełnych smutku. Wszystko było fajnie. A bankiet podlegał dyskusji. Klapki ze skóry.
Janek




Dołączyłem do projektu, aby sprawdzić swoje możliwości aktorskie i oderwać się od szarej rzeczywistości szkoły, rodziców i „wolnego czasu”. Próby do Schulza dały mi wiele do zrozumienia. Zobaczyłem teatr od podszewki i miałem okazję do pracy z ciekawym tekstem i interpretacją. Same próby były różne – jedne bardziej, inne mniej stresujące. Czasem efektywne, a czasem kompletnie rozlazłe i bezproduktywne. Pracowaliśmy nie tylko z naszym reżyserem, ale także z innymi ludźmi, specjalistami od różnych dziedzin scenicznych, aby jak najlepiej przygotować przedstawienie. Premiera była spektakularna. Przybyło bardzo wielu ludzi, pozytywnie nastawionych do „schulzowskiego” show. Osobiście gram z przyjemnością, czerpiąc z tego niewymowną satysfakcję. W miarę grania kolejnych spektakli gra się coraz lżej. Maciek



Zawsze mocno się pociłam – na każdej próbie, na każdym spektaklu…
Zawsze mocno się denerwowałam – na siebie i na wszystkich dookoła.
Zawsze dobrze się bawiłam, szczególnie w jakże częstych chwilach zbiorowej głupawki.
Zawsze mściłam się na Janku przy użyciu bicza za to, że jest facetem.
Zawsze śmiałam się z Ani Mleko – z jej słodkiej nieporadności.
Nigdy nie miałam dosyć słów krytyki z ust reżysera, o nie!
Nigdy nie czekałam z utęsknieniem na zamilknięcie akordeonów.
Uwielbiam nasze durne rozmowy i śpiewy dla rozładowania napięcia ( w „5” i garderobie ).
Uwielbiam przygotowania do spektaklu, prasowanie, czesanie, malowanie.
Uwielbiam napięcie całego zespołu przed każdym wyjściem na scenę.
Pokochałam moje pantalony i zapach męskiego kremu do golenia.
Aga


Zawsze mocno się pociłam…lecz na próbach niezbyt. Na próbach było zabawnie i sympatycznie. Fajnie, że mogliśmy sami kreować swoją postać.
Między próbami też było ciekawie – Aga chodziła bez stanika, Martyna dusiła nas swoimi perfumami, a Mleko…się rozlało…Śpiewaliśmy „Hakuna-Matata”…
Karolina





Zawsze mocno się pociłam… Próba miazga! Karol uskuteczniał swój „terror”, żebyśmy nie mieli seksualnego podejścia do spektaklu, czyli żeby nas wszystko nie waliło. A przed samymi spektaklami była zawsze masakryczna jazda: „porastać, porastać…” i „mam chinkłaczento” – nasze ulubione kawałki, które skutecznie nas rozluźniały.
Tylko jak malowałam szóstą dziewczynę pod rząd tak samo to myślałam, że zginę marnie. Ale i tak najlepiej zapamiętam „ second pearcing” brwi Maćka, które przebijałam szpilką. Szacun dla Macieja – nawet się nie skrzywił.
Zuza



Na wszystkich próbach mocno się pociłam. Atmosfera była bardzo przyjemna. Każdy wniósł do spektaklu pewną część siebie. Było wiele pomysłów, które wykorzystaliśmy i był niesamowity efekt. Późniejsze próby były trochę męczące, ponieważ byliśmy coraz bliżej premiery. Jednak premiera, według mnie, wyszła dobrze. Każdy dał z siebie wszystko i wyszło super. Sala była pełna.
Cieszę się, że mogłam wziąć udział w tym spektaklu. Bardzo przyjemnie mi się pracowało. Wszyscy ludzie, cała ekipa i oczywiście Karol byli niezwykli, i praca z nimi jest wspaniałym przeźyciem.Ludzie mieli różne odpały. Aga miała poważne braki w bieliźnie. Janek zawsze mylił mleko z jajecznicą. Każdy obficie się pocił.
Martyna



Zawsze mocno się pociłam. Bardzo podobała mi się atmosfera na próbach, po raz pierwszy nie miałam takich momentów, kiedy praktycznie śpię i myślę kiedy w końcu ruszymy. Spektakl jak spektakl, raczej zawsze jak gram to czuję się podobnie. Chociaż po raz pierwszy miałam uczucie, że nie występuję jako ja, tylko jako zespół.
Aga miała poważne braki w bieliźnie. Nie podoba mi się, że w „5” śmierdzi odświeżaczem do aut.
Magda





Ania Mleko jak to Mleko… zgubiła kartkę, obiecała, że wyśle notkę mailem i nie wysłała… I jak tu nie pomylić Jej z jajecznicą, hi hi…


















SPIS REKWIZYTÓW ULUBIONYCH wg TAK ZWANEGO SPINAJĄCEGO


BACIK – Bacik nie jest zły. Bez bacika ludzie snują się jak muchy, rozłażą po kątach, zapadają w letarg. Czasem trzeba bacik podnieść wysoko i mocniej uderzyć o podłogę. Dla zasady, dla przypomnienia, że wszyscy z równą mocą muszą się angażować, że wszystkim musi zależeć tak samo. Spięcie jest pożądane, to wewnętrzne , ale i zewnętrzne. Zespól to zespół – idzie w jednym szeregu. Nie można stanąć z boku i czekać na objawienie, na cud. Każdy potrzebuje bacika, nawet ja. I czasem biję się po łydkach. A wszystko po to, żeby poczuć, że się jest, a nie tylko stwarza wrażenie bycia.
GORSET -  niekoniecznie usztywnia w sensie negatywnym. Pozwala trzymać prosto plecy, podnosić do pionu sylwetkę, przypominać o pożądanej aktywności ciała. Gorset trzyma nas w ryzach. Nie garbić się! Pamiętać, że każdy centymetr ciała musi pracować na wysokich obrotach, każdy milimetr mózgu musi się „napocić”.
KAGANIEC -  nie po to, by zamknąć usta. Po to, by pamiętać kiedy cisza znaczy więcej niż bezładne pogadywanie. Lubię ten moment, gdy nastaje „cichość” – zamiast bieganiny, paplaniny, nastaje skupienie, wyciszenie, przygotowywanie do pierwszego kroku, dźwięku, słowa, a potem hulaj dusza…
CZERWIEŃ -  dla kontrastu, dla podkreślenia. Nie istnieje tylko biel, nie istnieje tylko czarne. Jest multum kolorów pośrednich. Niuansów. Żeby je odnaleźć, a potem poczuć, trzeba wejść w siebie, przenicować, z powrotem obrócić na prawą stronę, i zapamiętać ten stan. Ludzie nie składają się tylko i wyłącznie z miłego, czasem diabeł włazi pod skórę. Marszczy czoło, zaniża tembr głosu. Potrzebne wtedy rozgrzane żelazko, by przeprasować zagięcia, wygładzić. I wszystko staje się na powrót  bardziej miękkie, elastyczne, miłe w dotyku… To ludzkie.
TO, CO STWARZA ZAPACH I SMAK – to obcowanie z drugim człowiekiem. Poznawanie jego schiz, słabości i lęków, ale także marzeń, radości. Obcowanie z ludzkimi smakami i zapachami tworzy orgię doznań. Dobrze jest czuć drugiego człowieka, czuć jego zaangażowanie, istotę „chce-nia”…
Zanim wkradnie się rutyna ( niech to będzie najpóźniej jak się da, bo to rozczarowuje bardzo ), zanim ktoś powie: „ Już mnie to nie bawi”, zanim ktoś nie otworzy drzwi, lub zamknie jest bezpowrotnie za sobą – cieszmy się każdą wspólną chwilą… To bezcenne… Wszystko inne to tylko przed i po…
Karol

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz