Zanim złożymy świąteczne życzenia, zanim podsumujemy cztery pierwsze miesiące projektu i zamkniemy listę pobożnych życzeń, postulatów i zamierzeń na kolejnych dziewięć, dopowiemy, że grudzień to był fajny miesiąc - pracowity jak poprzednie, ale przede wszystkim niezwykle inspirujący i obfitujący w szereg spotkań z nowymi ludźmi, podszyty wszelkimi możliwymi sposobami integracji...
Integracja dobra rzecz, bo wychodzi się poza nawias własnej grupy, poszerza zbiory, buduje podzbiory... W grudniu działo się to przede wszystkim dzięki serii warsztatów. O pierwszych sesjach warsztatowych było w poprzednim poście, więc teraz kilka słów o kolejnych.
Ma rację Eryk Makohon z Krakowskiego Teatru Tańca. We współczesnym teatrze nie wystarcza sprawnie operować jedną, podstawową techniką, na przykład aktorską. Teraz artysta sceniczny musi być bardziej multimedialny - i umieć aktorzyć, i potańczyć, i pośpiewać, trochę pożonglować i zaanimować lalkę. Oczywiście wręcz niemożliwym jest, by wszystko opanować w stopniu przynajmniej zadowalającym, ale trzeba dotykać różnych materii, poznawać, szlifować... Warsztat z Erykiem oparty na podstawach pracy z ciałem w kontekście Jego doświadczeń tanecznych, to był warsztat wręcz wzorowy. Wszyscy dawali z siebie wszystko, pocili się na potęgę i na potęgę wyginali śmiało ciało. Cieszymy się, że Eryk chce się z nami jeszcze spotkać na kolejnym warsztacie. Już się nie możemy doczekać.
Warsztaty z Dagmarą Żabską z Teatru Figur odkryły magiczną sferę teatru cieni, światła, polaryzacji, ekranów i płaskich kształtów-lalek. W teatrze cieni nie wszystko jest takim, jakim się wydaje. To co widać z jednej strony ekranu, z drugiej staje się czymś zupełnie innym. Nawet prozaiczne skrawki cylofanu prześwietlone filtrem polaryzacyjnym zaczynają migać wieloma kolorami, choć w rzeczywistością są tylko przezroczystym, bezbarwnym kawałkiem folii. Teatr cieni to teatr zaskoczeń, objawień, odkryć, sztuczek magicznych...To świat małych i większych odkryć, laboratorium "naukowe", w którym metoda prób i błędów jest jedyną, ale satysfakcjonująca metodą.
Czasem trzeba coś zrobić tylko dla siebie - mało było ku temu ostatnio okazji. Spotkaliśmy się tak wigilijnie i potraktowaliśmy to spotkanie, jako spotkanie we własnym gronie. Wreszcie mogliśmy pozwolić sobie, by pogadać o duperelach, powygłupiać się, pojeść, pośmiać, pośledziować i popierniczyć. Święta to dobra okazja, by poluzować i nabrać dystansu do siebie i innych.
Tak na zamknięcie roku pojechaliśmy jeszcze do Wadowic - na zaproszenie Bartka i Michała z Grupy Próg. Z Progiem mieliśmy okazję się spotkać kilka razy na różnych imprezach teatralnych, ale zawsze w przelocie. Tym razem poznaliśmy się dogłębnie - wspólne warsztaty, zagraliśmy dwa spektakle, wymieniliśmy kilka doświadczeń i ustaliliśmy plan rewizyty... W Wadowicach zaliczyliśmy gorącą atmosferę i kilka stopni mrozu więcej niż w Krakowie. Progu dziękujemy!