wtorek, 22 grudnia 2009

ŻYCZENIOWO...



ZA WSZYSTKIE CHWILE SPĘDZONE RAZEM...
ZA WSPÓLNE ODKRYWANIE EMOCJI...
ZA WSPARCIE W TRUDNYCH CHWILACH...
ZA WŁĄCZANIE SIĘ W AKCJE I IMPREZY...
ZA NAWET TE KRÓTKIE I PRZELOTNE MOMENTY, PRZECIEŻ TAK WAŻNE...
ZA CAŁY 2009 ROK Z ŻYCZENIAMI SPOKOJNYCH, RADOSNYCH I RODZINNYCH ŚWIĄT...


WSZYSTKIM, KTÓRZY WŁĄCZYLI SIĘ W REALIZACJĘ PROJEKTU
BEZINTERESOWNIE Z SERCEM NA DŁONI
I GŁOWĄ OTWARTĄ NA NOWE IDEE

Życzy

Zespół Freeday Teatr i Karol Nowakowski






niedziela, 20 grudnia 2009

PRZED_ŚWIĄTECZNIE

Zanim złożymy świąteczne życzenia, zanim podsumujemy cztery pierwsze miesiące projektu i zamkniemy listę pobożnych życzeń, postulatów i zamierzeń na kolejnych dziewięć, dopowiemy, że grudzień to był fajny miesiąc - pracowity jak poprzednie, ale przede wszystkim niezwykle inspirujący i obfitujący w szereg spotkań z nowymi ludźmi, podszyty wszelkimi możliwymi sposobami integracji...


Integracja dobra rzecz, bo wychodzi się poza nawias własnej grupy, poszerza zbiory, buduje podzbiory... W grudniu działo się to przede wszystkim dzięki serii warsztatów. O pierwszych sesjach warsztatowych było w poprzednim poście, więc teraz kilka słów o kolejnych.



Ma rację Eryk Makohon z Krakowskiego Teatru Tańca. We współczesnym teatrze nie wystarcza sprawnie operować jedną, podstawową techniką, na przykład aktorską. Teraz artysta sceniczny musi być bardziej multimedialny - i umieć aktorzyć, i potańczyć, i pośpiewać, trochę pożonglować i zaanimować lalkę. Oczywiście wręcz niemożliwym jest, by wszystko opanować w stopniu przynajmniej zadowalającym, ale trzeba dotykać różnych materii, poznawać, szlifować... Warsztat z Erykiem oparty na podstawach pracy z ciałem w kontekście Jego doświadczeń tanecznych, to był warsztat wręcz wzorowy. Wszyscy dawali z siebie wszystko, pocili się na potęgę i na potęgę wyginali śmiało ciało. Cieszymy się, że Eryk chce się z nami jeszcze spotkać na kolejnym warsztacie. Już  się nie możemy doczekać.


Warsztaty z Dagmarą Żabską z Teatru Figur odkryły magiczną sferę teatru cieni, światła, polaryzacji, ekranów i płaskich kształtów-lalek. W teatrze cieni nie wszystko jest takim, jakim się wydaje. To co widać z jednej strony ekranu, z drugiej staje się czymś zupełnie innym. Nawet prozaiczne skrawki cylofanu prześwietlone filtrem polaryzacyjnym zaczynają migać wieloma kolorami, choć w rzeczywistością są tylko przezroczystym, bezbarwnym kawałkiem folii. Teatr cieni to teatr zaskoczeń, objawień, odkryć, sztuczek magicznych...To świat małych i większych odkryć, laboratorium "naukowe", w którym metoda prób i błędów jest jedyną, ale satysfakcjonująca metodą.



Czasem trzeba coś zrobić tylko dla siebie - mało było ku temu ostatnio okazji. Spotkaliśmy się tak wigilijnie i potraktowaliśmy to spotkanie, jako spotkanie we własnym gronie. Wreszcie mogliśmy pozwolić sobie, by pogadać o duperelach, powygłupiać się, pojeść, pośmiać, pośledziować i popierniczyć. Święta to dobra okazja, by poluzować i nabrać dystansu do siebie i innych.


Tak na zamknięcie roku pojechaliśmy jeszcze do Wadowic - na zaproszenie Bartka i Michała z Grupy Próg. Z Progiem mieliśmy okazję się spotkać kilka razy na różnych imprezach teatralnych, ale zawsze w przelocie. Tym razem poznaliśmy się dogłębnie - wspólne warsztaty, zagraliśmy dwa spektakle, wymieniliśmy kilka doświadczeń i ustaliliśmy plan rewizyty... W Wadowicach zaliczyliśmy gorącą atmosferę i kilka stopni mrozu więcej niż w Krakowie. Progu dziękujemy!









środa, 9 grudnia 2009

OBIECANKI CACANKI...

Ktoś obiecywał, że grudzień będzie "lajtowy". Obiecanki cacanki, bo wcale, a wcale jakoś się nie czuje, żeby czegoś było mniej. Nawet jakby więcej. Fakt, że bez stresu ( premierowy-listopadowy mamy za sobą ), bez obciążenia, ale nadal z kalendarzem w ręku. Wszędzie nie da się być, więc trzeba się obowiązkami dzielić. I dzielono - jednym dano więcej ( jak zwykle ) , a innym mniej ( też jak zwykle ). Równowaga musi być heh... A na dodatek grypa szaleje, i wymioty, i inne naruszenia ciał... 



Jedni pobiegli do radia. Radia PRYZMAT - to nowa  stacja, taka na luzie i młodzieżowa. Pytano nas i o teatr, i o projekt, na żywo leciało. Łatwiej jest czynić i działać, niż o tym opowiadać kwieciście i literacko. Ale promo też ważne, więc się gadało i nawet wygadało pełne 45 minut. 
Chyba czas wybrać rzecznika-naszego-rasowego-prasowego... Na kogo padnie? Na tego bęc. W każdym razie Aga ma gadane i chyba będzie musiała to stanowisko przyjąć z godnością...




W grudniu dużo warsztatujemy. W gronie własnym i osób nowych. Tych nowych to nawet sporo i to cieszy. Przyglądamy się im bacznie, oni nam, ale generalnie nie jest to patrzenie bykiem. Raczej takie przyjacielskie i z nadzieją, bo przecież ciągle potrzebujemy nowych ludzi, nowych sił.


Pierwszy warsztat wziął na swoje barki nasz szef teatralny - Karol. Łaskawie się z nami obszed ł. Nie pokrzykiwał, nie grymasił, nawet kilka razy wyraził zadowolenie. Warsztat był bardzo mokry - pot ściekał od uszu po skarpetki. Ale przecież miał temu służyć, żeby się zmęczyć, zasapać i zapomnieć, że się jest na scenie. Po prostu działać, nawiązywać bliski kontakt z partnerem, porzucić stres i bezobciachowo zmierzyć się ze swoimi emocjami, głupawkami, blokadami.


Garnitury kontra bestie. I tu taki paradoks - bo życie przez swoje nakazy i zakazy ciągle wciska nas w sztywny gorset tego, co wypada, trzeba, należy. Taki społeczno-obyczajowy garnitur. A z drugiej strony w każdym z nas drzemie jakaś atawistyczna bestia, która rzuca się na żer, chce być władcą i chce stanąć na szczycie wszystkich szczytów. 


Kto nie brał udziału w warsztatach ten trąba, ale ma jeszcze szanse, bo następne juz 11 i 15 grudnia.



Każdy może być Świętym Mikołajem. Do tego nie trzeba wielkich czynów, i nawet nie trzeba być świętym, nawet można być łobuzem ( jeśli ktoś tego akurat nie umie w sobie zwalczyć). By być Mikołajem trzeba otworzyć worek, nie musi być duży, wyciągnąć z niego podarunek ( nie musi być drogi ) i podarować - koniecznie z potrzeby serca i bezinteresownie. 

Zaprosiliśmy uczniów Szkoły Specjalnej nr 11 w Krakowie do wspólnego malowania postaci z Bożonarodzeniowej Szopki. Pomagała Ola Barczyk. Ma doświadczenie, którego nam jeszcze brakuje. Doświadczenie w tym, że nie wolno się spinać, że trzeba po prostu gadać , tak jak gada się z drugim człowiekiem, że wystarczy uśmiech, a jeśli się czegoś nie zrozumie, to po prostu trzeba poprosić o powtórzenie.


To my się niepotrzebnie spinamy. Oni w sobie takich spięć nie mają. Są bezpośredni. Kontaktowi. Bardzo radośni. Taką energię trzeba łapać i "podaj dalej"...


Szopka już za kilka dni stanie w ogródku SCKM-u... Nic wielkiego? Dla nas to spotkanie było ważne. Po prostu! Rozmiar szopki w tym kontekście to sprawa naprawdę drugo-, a może nawet trzeciorzędna.